Późna jesień to dobry czas, żeby pozbierać różne myśli. Uznałem też, że niektóre z nich warto przekazać dalej, zanim gdzieś się rozmyją w codzienności. Chciałbym zachęcić wszystkich, którym nie jest obojętna przyroda, ta najbliższa, za naszymi oknami, do zdziczenia 😉. Od lat możemy obserwować postępujące odrywanie się ludzkości od natury i to na każdym poziomie egzystencji. Mnie interesuje ten problem na naszym lokalnym, przydomowym podwórku. Zanikanie starych alei przydrożnych, zadrzewień, zakrzewień, miedz śródpolnych, wszechobecna kostka brukowa, idealne trawniki, mówiąc krótko – “porządek”. Tymczasem przyroda nie znosi tak rozumianego “porządku”. Potrzebuje różnorodności i spontaniczności. My także tego potrzebujemy. Jesteśmy częścią naturalnej układanki i nie powinniśmy zamykać się w sztucznych, cywilizacyjnych bańkach.

Spontaniczna łąka – w opozycji do trawnika (fot. Borys Szpryngwald)

Odkąd wyniosłem się z miasta mogę dłużej i baczniej przyglądać się zmianom w krajobrazie, ale też mam szansę go kształtować, przynajmniej na swojej działce. Mam też świadomość, że ten mój działkowy krajobraz oddziałuje w szerszym kontekście. Skoro już wyrwałem przyrodzie jeden z jej wiejskich przyczółków i przeznaczyłem na moje siedlisko, postanowiłem nie zmieniać zanadto otoczenia, pozostawiając naturze nieco swobody. Takie kontrolowane “niedbalstwo” z mojej strony okazało się fantastycznym stymulatorem różnorodności biologicznej. Bynajmniej nie staram się tu usprawiedliwiać lenistwa 😉.

Borecznik rudy – cóż, taka jego natura (fot. Borys Szpryngwald)

Coraz więcej ludzi szuka swojego azylu na wsi, kupują działki, budują wymarzone domy, jednak często w całkowitym oderwaniu od natury. To pewien paradoks. Stąd mój apel, albo raczej zachęta, żeby próbować tworzyć wokół naszych domów naturalne ogrody. Możliwości jest wiele. Czasami wystarczy pozwolić tylko działać naturze. Ja staram się wprowadzać na mojej działce drobne zadrzewienia oraz czyżnie (to ciekawe pojęcie 🙂).

Grupa jaworów w narożniku działki (fot. Borys Szpryngwald)

Roślinność, którą zastałem – dzikie bzy czarne, trzmieliny pospolite, śliwy ałycze, porzeczki, jabłonie oraz lilaki, postanowiłem utrzymać i uzupełniać w miarę potrzeb. Pozostawiłem również spontaniczną łąkę, która co pewien czas jest koszona. Każdego roku wygląda inaczej i zawsze pachnie obłędnie. Krety nadają wierzchniej warstwie gleby kępkowo-dolinkową strukturę, co również wpływa na zmienność łąki. Wiosną zakwitają łany mniszka pospolitego, jasnoty purpurowej, bluszczyku kurdybanka oraz jastrzębca kosmaczka. Zawsze można znaleźć komosę, bylicę, szczaw i pokrzywy. To istny raj dla owadów, szczególnie tych zapylających – trzmieli, pszczół, motyli oraz różnych muchówek.

Łan bluszczyku kurdybanka i jasnoty purpurowej w kwietniu (fot. Borys Szpryngwald)
Łan jastrzębca kosmaczka na nasłonecznionym zboczu działki pod koniec maja
(fot. Borys Szpryngwald)
Przetacznik ożankowy (fot. Borys Szpryngwald)
Bodziszek kosmaty (fot. Borys Szpryngwald)
Jastrun zwyczajny (fot. Borys Szpryngwald)

Na granicy z drogą, po niedawnej, gminnej akcji czyszczenia skarpy z zarośli, powoli zaczynają pojawiać się odroślowe lilaki, głogi oraz klony.
Z mojej działki korzysta co najmniej kilkadziesiąt gatunków ptaków. Powstający przez lata kopiec kamieni z domieszką gruzu, również z wykopu budowlanego, obecnie wtopił się otoczenie, stwarzając ciekawe mikrosiedlisko dla gadów, m.in. żmii zygzakowatej, zaskrońca, czy jaszczurki zwinki. Zdziczałe ogrody, zarośla i zadrzewienia wśród pól oraz wzdłuż dróg publicznych mają sens i spełniają ważną rolę w miejsko-wiejskim ekosystemie. Starajmy się szanować różnorodność i o nią dbać. To w gruncie rzeczy proste i tanie. Zdziczejmy!

Łozówka – coroczny mieszkaniec działki (nagr. Borys Szpryngwald)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *